Ten wypad nad ocean zapamiętam na długo. Może dlatego, że kocham morskie powietrze i takie piękne widoki.
Coney Island to miejsce, gdzie również mogłabym zamieszkać na stałe, choć do Manhattanu trzeba tu jechać ok 1,5 godziny metrem.
Za to na miejscu jest dzielnica pełna zieleni, a także szerokich plaż i widoku oceanu aż po horyzont. Podobno mieszka tu sporo Rosjan, a w sezonie najlepiej ubrane na molo są właśnie Rosjanki.
Dzisiaj było trochę chłodniej niż zwykle (wiał zimny wiatr), dlatego zabrałyśmy ze sobą ciepłe puchowe kurtki i niedawno kupione kominy.
Taki komin nie dość, że jest ciepły, to na dodatek jest świetnym rozwiązaniem dla osób, które wyglądają niekorzystnie w czapce.
Na powyższym i poniższym zdjęciu możecie zobaczyć specjalne urządzenie do zabawy w lot spadochronem.
Jest już niestety po sezonie i nie jest czynne, a szkoda może spróbowałabym tej zabawy. Krysia na pewno namówiłaby mnie na to.
Przy głównym molo jest tu duże miasteczko cyrkowe, w którym jest jeszcze czynna kolejka górska.
Widać ją w tle na powyższym i poniższym zdjęciu.
Sporo ludzi tu na niej jeździ. Kiedyś podczas pobytu w Moskwie przejechałam się znacznie wyższą i pamiętam, że w trakcie przejazdu z wrażenia zemdlałam. Wtedy obiecałam sobie więcej na taką nie wsiadać.
Po oceanie pływa jedna samotna żaglówka. Niestety sezon na pływanie dobiega końca.
Idąc molem spotykałam niespodziewanie dużą mewę, która początkowo budzi mój strach (podobno potrafią boleśnie zaatakować).
Bardzo powolutku zbliżyłam się jednak do niej, aby po chwili
poczęstować ją kawałkiem chleba.
Czy wiecie dlaczego na zdjęciu powyżej trzymam prawą rękę uniesioną nad głową?
U mnie w rodzinie jest taki zwyczaj, że jak chce się w jakieś miejsce wrócić, kilka dni przed wyjazdem wrzucamy do wody drobną monetę z danego kraju.
Mnie wiele razy się to już sprawdziło.
W trakcie zwiedzania wychodzi słońce i można zdjąć już kominy z głowy. Właśnie wysyłamy na FB nasze zdjęcie z pobytu tutaj.
Na molo oprócz turystów stoją również wędkarze, którzy podobno maja tu niezły połów.
Obszerne ławki pozwalają na odpoczynek, czy opalanie się w sezonie letnim.
Czasem przylatują tu też gołębie, które rywalizują z mewami o rzucane im jedzenie.
Na szerokiej plaży można spotkać nawet palmę.
Szkoda, że jest z plastiku, ale pewnie inna nie dałaby rady tu rosnąć.
Specjalnie skonstruowane ławki pozwalają podziwiać krajobraz w dwóch różnych kierunkach.
Na niebie widać sporo białych chmur, co czyni ten krajobraz jeszcze bardziej malowniczym.
Autorem zdjęć jest mąż Krysi – Łukasz.
Na plaży spotykam starszego człowieka, który podobno codziennie karmi tu mewy.
W związku z powyższym uzurpuje sobie do nich prawo i w niewybredny sposób zwraca nam uwagę, aby nie robić im zdjęć. Okazuje się, że i tutaj można spotkać zakręconego dziwaka.
Ptaki rzeczywiście są prawie oswojone i nie boją się obcych.
Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć miejsce, w którym co roku odbywają się w Ameryce mistrzostwa w jedzeniu hot-dogów.
Przy plaży można spotkać tu takie leciwe altanki oraz place zabaw dla dzieci.
Sporo ludzi spacerowało tu wtedy w przebraniu,
ponieważ tego dnia w Ameryce świętowano Halloween.
Na zdjęciu powyżej i poniżej zobaczycie umieszczone na ścianie tutejszego stadionu, tablice pamiątkowe dla strażaków, którzy we wrześniu 2001 roku
pomagali ratować ludzi ze zburzonych wież WTC i sami przy tym zginęli.
Niestety powoli kończy się nasz wypad nad ocean.
Niebawem zajdzie słońce i większość ludzi pójdzie do domu. I nawet Ci, co tu biegają powoli opuszczą to cudowne miejsce.
Mam nadzieję, że również dzisiejsza relacja będzie dla Was ciekawa, a zdjęcia, mimo, że jest ich cała masa nie znudzą Was.
Do zobaczenia.





































Dodaj komentarz