W przyszłym tygodniu, jak co roku, będziemy obchodzić Walentynki. Uważam, że w taki dzień przede wszystkim trzeba dać prezent samemu sobie. Przecież jesteśmy osobą, którą powinnyśmy kochać najbardziej na świecie. Dlatego poszłam dzisiaj załatwić prezent, który sprawi mi w ten dzień największą radość.
Część drogi jechałam autobusem, część szłam piechotą i dlatego musiałam ubrać się bardzo ciepło. W międzyczasie zaczął padać śnieg i rozpętała się prawdziwa zamieć.
Na głowę założyłam nakrycie, które najbardziej lubię i uważam, że jest mi w nim najlepiej – ciepły kaptur. Musiałam także włożyć okulary, bo nic przed sobą nie widziałam i strasznie łzawiły mi oczy.
Krótki kożuszek, w którym jestem, jest bardzo ciepły i lubię w nim chodzić, kiedy jeżdżę komunikacją miejską. Ponieważ jest ciemny, nie brudzi się i dlatego, że jest krótki, wygodniej się w nim wsiada do autobusu, czy tramwaju.
Na szyi mam czerwony, kaszmirowy szal, który dokładnie mi ją otulił, nie dopuszczając do niej mokrego śniegu i wiatru. Sztruskowe, ciepłe spodnie świetnie chronią mnie przed zimnem.
Torebkę widzieliście już w poprzednich postach. Lubię z nią chodzić, bo jej kształt jest ciekawy, a na dodatek jest bardzo pakowna i poręczna.
Autorką zdjęć jest Marta Gutsche.
Czy mieszkańcy Wrocławia domyślają się gdzie poszłam?
Wreszcie jestem na miejscu. Teraz mogę zająć się załatwianiem miłego prezentu dla siebie. Co to będzie, dowiecie się już w następnym poście.
Życzę Wam udanych Walentynek.








Dodaj komentarz