Dzisiaj postanowiłyśmy przejechać się „nowojorskim tramwajem” a także odwiedzić Roosevelt Island. Ociepliło się trochę, dlatego ubrałam się w następny kolorowy zestaw, który również został skompletowany w Quiosque. Rzeczywiście można tam kupić ubrania na każdą okazję. A na dodatek w moich ulubionych kolorach. Dlatego pół mojej walizki to ubrania z tego sklepu.
Jesli powiem Wam, że nie miałam stracha przed przejazdem tym wagonikiem nad rzeką East River, to nie będzie prawda.
Zresztą zobaczcie sami. Zdjęcia pokażą całą podróż z Roosevelt Island na Manhattan.
Tutaj wagonik dopiero ruszył a ja już zaczynam się bać.
Po mojej minie widać, że nie czuje sie pewnie. I tu nie chodzi o wysokosć, bo przecież byłam już na ONE WTC, ale o to, że suniemy nad wodą a ja nie umiem za dobrze pływać:):):).
Po chwili jednak rozluźniam się i kontynuuję podróż już bez obaw.
Widoki za oknem są przepiękne. W oddali widać Roosevelt Island.
Nagle okazało się, że stojący obok mężczyzna jest Polakiem zwiedzającym samotnie Nowy Jork i zamieniamy ze soba kilka słów.
Na zdjęciu poniżej widać jak wagonik zbliża się już do Manhattanu a ja oddycham z uglą.
Jeszcze tylko parę minut podróży nad ulicami i jestesmy na miejscu.
Po drodze mijamy wielopiętrowe wieżowce.
Aż wreszcie lądujemy na Manhattanie.
Dla niektórych ludzi jadących tą kolejką to przejazd normalnym srodkiem lokomocji, którym udają się codziennie do pracy.
Dla mnie jednak to było nie lada przeżycie.
Ponieważ jednak postanowiłam zwiedzić także wyspę Roosevelt Island, musiałam na nią wrócic tą samą drogą. Za drugim razem przeajzd nie był już tak bardzo emocjonujący.
Przy wyjsciu z kolejki zauważyłam ciekawy domek z pamiątkami.
Postanowiłam na chwilę tu przysiąsć.
Moim zdaniem warto było tu wrócić ze względu na piekne widoki.
Ciepłe popołudniowe słońce przyjemnie ogrzewało.
W tle widać Queensboro Bridge.
Spacer nabrzeżem był bardzo przyjemny.
Mogłam nasycić oczy pieknymi widokami.
Zwróciłam również uwagę na dużą ilosć zieleni na wyspie.
Widziałam nawet wiewiórki, które tutaj są szare a nie rude.
Są bardziej agresywne niż w Polsce i trzeba na nie uważać.
Widoczny w tle Manhattan okazał się swietnym tłem zdjęć.
Nie było tu prawie ludzi a Ci, których tu spotykałam jeździli na rowerach lub biegali.
Myslę, że to bardzo dobre miejsce na taki rodzaj rekreacji.
Na chwilę przysiadłam na ławce aby pogrzać się w popołudniowym słońcu.
Zdjcie poniżej tak mi się spodobało, że celowo umiesciłam je tu w dużym powiekszeniu.
Na tle tych wielkich drewnianych schodów wyglądam jak zagubiona w tym wielkim miescie malutka istotka.
Patrzyłam tam na przepływający rzeką jacht między innymi z polską flagą. Jak widać w wielu miejscach można tu spotkać Polaków.
Słońce powoli zaczęło zachodzić.
I kończył się następny dzień w tym cudownym i jakże różnorodnym pod każdym względem miescie.
Żal było mi wracać. Wiem jednak, że jutro czekają na mnie następne atrakcje. Niebawem nowa relacja. Tym razem z Broadway’u.
Autorką zdjęć jest krynka.pyn.com




































Dodaj komentarz