Dzisiaj zdecydowałam się na bardzo odważny krok. Postanowiłam wjechać na 100, 101 i 102 piętro ONE WTC. Budynek ma 541 m wysokosci (z anteną). Wjazd na górę zajmuje 50 sekund (dokładnie tyle ile trwa filmik, który umiesciłam na Facebooku).
Oczywiscie przed wjazdem postanowiłam odwiedzić miejsce, w którym znajduje się pomnik upamiętniający atak terorystyczny z 11 wrzesnia 2001 roku na obie wieże WTC.
Na obrzeżach tego pomnika wyryte są nazwiska osób, które wtedy tam zginęły.
Krysia i jej mąż mogą tu odczytać nazwiska 13 osób, które pracowały z nim w jednym biurze (dwunastu mężczyzn i jednej kobiety).
Jak widzicie budynek One WTC jest bardzo wysoki.
Na razie jeszcze nie boję się wjazdu na górę bo staram się o nim nie mysleć.
Przed budynkiem stoi sporo ludzi. My jednak zaopatrzylismy się w bilety w internecie, dzięki czemu możemy ustawić się w krótszej kolejce.
Usmiechamy się do Was ale uwierzcie, że nie było nam do smiechu bo już w tym momencie bardzo bałysmy się wjazdu. Obie mamy lęk wysokosci i zdawałysmy sobie sprawę, że nie będzie to dla nas łatwe.
Przy wejsciu rutynowo przeswietlane są torebki i przechodzi się przez bramkę jak na lotnisku.
Następnie wchodzi się do ogromnego pomieszczenia, z którego ciemny korytarz prowadzi nas w podziemia budynku.
Na bocznych scianach wyswietlane są krótkie filmiki, w których osoby pracujące przy budowie wieżowca opowiadają o tym jak wyglądała ich praca.
Na górze najpierw wyswietlają nam film z panoramy, którą mamy okazję za chwilę obejrzeć na żywo za oknem.
W ten sposób przyzwyczajają nas do wysokosci.
Pewnie nie uwierzycie, że ustawienie się do tego zdjęcia kosztowało mnie sporo strachu. Zdołałam go jednak przezwyciężyć aby Wam to pokazać.
Bylismy najpierw na 102 pietrze a potem zeszlismy dwa piętra niżej.
Krysia, która dla dobrego zdjęcia zrobi wszystko:):):), przełamała swój starch i usiadła na oknie blisko szyby.
Dla tych nieziemskich widoków i ja spróbowałam przełamać starch. Dzieci obok mnie wcale się nie bały.
Potem trzymając się za ręce weszłysmy na szklaną podłogę. Mimo, że stałam na niej tylko chwilę, było to dla mnie ogromne przeżycie.
Znacznie lepiej było mi siedząc przy oknie i trzymając się framugi okna.
Widoki za oknem warte były tego strachu.
Potem Krysia zrobiła cos co zmroziło mi krew w żyłach: weszła na okno i odwróciła się do niego plecami.
Tym samym sprowokowała mnie do tego samego.
W tym momencie pomyslałam, że trzeba w końcu pokonać swoje lęki.
Jak widzicie na zdjęciu powyżej, udało mi się to zrobić, choć nie byłam w stanie stanąć tak blisko okna jak ona.
Tutaj możecie obejrzeć film , który Krysia nakręciła komórką, gdy byłysmy na 102 pietrze. Naprawdę warto go zobaczyć.
Po zjeździe z góry udałysmy się do metra aby zobaczyć jeszcze okolice Metropolitan Opera.
Po drodze mąż Krysi (Łukasz) zrobił kilka zdjęć mijanych ulic.
Tutaj na ziemi czułam się znacznie lepiej.
Po wjeździe na ONE WTC, wszystko wydawało mi się tu takie malutkie.
W pewnym momencie wmieszałam się w tłum przechodniów.
Oglądałam także mijane wystawy sklepowe.
Po ulicach jeździły wycieczkowe, piętrowe autobusy.
W końcu pełni wrażeń poszlismy na obiad do jednej z mijanych restauracji.
Przy okazji mogłam poprzygladać się ludziom, których tutaj mijałam.
W tym rejonie (Upper West Side) widać było na ulicach i w restauracjach ludzi dobrze i ciekawie ubranych. Widziałam wiele dojrzałych, bogatych kobiet, w co prawda bardzo zachowawczych, ale za to dobrej jakosci ubraniach. Nie będę teraz zdawać Wam z tego relacji bo przyjdzie i na to czas.
Ja natomiast ubrałam się dzisiaj wycieczkowo i wygodnie.
Białe spodnie i szal z Quiosque, sweter i buty przywiezione z Turcji oraz torebka Mazzini stanowiły bardzo wygodny zestaw do zwiedzania miasta.
W tle widzicie gmach Materopolitan Opera.
Bardzo malowniczo wygladają wieczorem te podswietlane schody.
W tle słychać muzykę poważną, której słucha tu siedząc na ławkach i fontannie wielu ludzi.
Zasłuchana w tą piekną muzykę zapatrzyłam się w pięknie podswietloną fontannę.
Szkoda, że nie słyszycie tych dźwięków.
Tą atmosferę będę bardzo długo pamiętać.
Obok siedział mężczyzna, który zapatrzony w komórkę nawet nie zauważył, że robimy zdjecia.
W tle budynek Dawid H.Koch Theater (New York City Ballet).
Poniżej budynek David Geffen Hall (Filharmonia).
Powoli zaczął zapadać zmrok.
Kończył się następny dzień mojego tu pobytu.
W tym momencie zapaliły się lampy w Metropolitan Opera.
i można było zobaczyć słynne schody.
To był bardzo emocjonujący dzień. Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was dużą iloscią zdjęć. Pozdrawiam Was serdecznie.


















































Dodaj komentarz