Wakacje w czasie pandemii to było prawdziwe wyzwanie. Przede wszystkim musiałam zmienić moje plany. Jeszcze w styczniu tego roku zarezerwowałam hotel na Tureckiej Riwierze, ale niestety mój pobyt tam okazał się nie do zrealizowania. W związku z tym postanowiłam zaszyć się w Mazurskich lasach, w których dość dawno już nie byłam i na szczęście, co graniczyło z cudem, udało się wynająć tam domek. I choć pod koniec sierpnia pogoda nie była już zbyt letnia, zdecydowałam się tam pojechać odpocząć.

Przyjeżdżałam tu przez 10 kolejnych lat z moimi małymi wtedy dziećmi i dlatego do dzisiaj mam ogromny sentyment do tego miejsca.

Domek w lesie opodal jezior (3 w okolicy) to jest to, czego szukałam tym razem. Cisza, spokój i niewiele ludzi to świetne warunki na dzisiejsze czasy.

Domek składał się z niewielkiego saloniku z kominkiem,

przytulnej kuchni z pełnym wyposażeniem,

gdzie mogłam przygotowywać nawet przetwory.

Na pierwszym piętrze mieściły się dwie bardzo przytulne sypialnie z szerokimi i bardzo wygodnymi łózkami.

W łazience było wszystko co potrzebne, łącznie z pralką.

W okolicy było kilkanaście takich domków.

Prawie wszystkie były już jednak zamknięte po sezonie.

W niektórych przebywali właściciele, nastawieni w tym okresie na zbieranie grzybów.

Wszystkie – drewniane i z kominkami.

Każdy – inny, ale wszystkie mające swoje ogródki, gdzie można wystawić leżak i poopalać się, czy poczytać książkę.

Mają także tarasy, gdzie można się schronić podczas deszczu.

W wielu z nich byłam poprzednio i wiem, że każdy z nich jest wygodny i fajny w swoim rodzaju.

Ten domek niestety został opuszczony, bo bardzo miły właściciel nie żyje. Trochę smutno, bo pamiętam, jak o niego bardzo dbał.

Ponieważ pogoda  była jesienna zajmowaliśmy się głównie zbieranie grzybów, co jest bardzo zdrowym zajęciem,

bo nie dość, że pokonuje się duże odległości, to na dodatek nieświadomie gimnastykuje się robiąc bez przerwy przysiady i różnego rodzaju zwroty.

Przy okazji można także zjeść na kolację, czy śniadanie pyszne kurki w śmietanie.

Można też grzybki zamarynować i mieć je na inne okazje.

Mieliśmy także do dyspozycji grill gazowy, więc w bardzo szybki sposób mogliśmy przygotować obiady. Powiem Wam, że zakochałam się w tym urządzeniu i na pewno kupię je do użytku w domu. Jedzenie na nim pieczone ma dużo lepszy smak i podobno jest zdrowsze niż przygotowywane na grillu węglowym.

Posiłki, kawę i herbatę (czasem ze świeżutkimi jagodziankami) piliśmy na tarasie i w ten sposób prawie cały dzień przebywaliśmy na świeżym powietrzu.

Przeczytałam też kilka ciekawych książek, nadrabiając w ten sposób zaległe lektury. Kryminały Mroza szczególnie przypadły mi do gustu.

Nasze zbiory suszyliśmy na słońcu, bo uważam, że w ten sposób suszone grzyby mają potem najlepszy smak.

Wokół otaczała nas przepiękna leśna roślinność i kwiaty posadzone przez właścicieli domku.

Wieczorami siedzieliśmy przy cieplutkim, rozpalonym drewnem kominku.

Sporo także spacerowałam z kijami, wdychając świeże, leśne powietrze. To nie to samo, co spacery w mieście, gdy tak naprawdę nie wiemy, co wdychamy.

Wokół nas była dzika przyroda, którą z przyjemnością obserwowałam. Ta kaczka chyba była w sezonie przez kogoś karmiona, bo w ogóle się nas nie bała.

Łabędzie natomiast głośno syczały, gdy tylko ktoś się do nich zbliżył.

Często też wędkowaliśmy, bo można było złowić kilka rybek na kolację.

Nie ma nic lepszego do jedzenia, niż takie świeżutkie płotki.

Mój mąż próbował także złapać coś spinningiem, ale  niestety nic “grubszego” nie dało się złowić. Za to świeżo wędzonego węgorza i sielawę (pycha)  kupiliśmy w pobliskim gospodarstwie rybnym.

Złowionych przez nas płotek było na tyle dużo, że przygotowałam je także w marynacie, abym mogła cieszyć się ich smakiem także po powrocie do domu.

Plaża była o tej porze pusta, choć woda była zadziwiająco ciepła.

Słońce przepięknie odbijało się w lustrze wody, co udało mi się uchwycić na zdjęciu.

Bardzo lubiłam siedzieć na jednym z pomostów i w ciszy patrzeć na taflę jeziora. Taki odpoczynek to prawdziwy balsam dla mózgu i duszy.

Tego typu widoki bardzo uspokajają psychikę i dobrze na nią wpływają.

 

I na koniec filmik, który nakręciłam tuż przed wyjazdem, aby w każdej chwili móc go odtworzyć i przypomnieć sobie te wspaniałe wakacje.

W przyszłym tygodniu wracam co pracy i obiecuję nowe tematy filmików, oraz nowe stylizacje.