Dzisiaj wybieram się na spotkanie z koleżankami. We Wrocławiu jest bardzo gorąco dlatego założyłam najlżejszą i najbardziej przewiewną sukienkę jaką mam. Jest tak stara, że nawet nie pamiętam gdzie i kiedy ją kupiłam. Ale ciągle ją jeszcze noszę, bo nie mogę znaleźć równie dobrej na upały.
Dopasowałam do niej buty firmy Baldowski, które pokazałam Wam w poprzednim poście.
Na tym zdjęciu „mistrzem drugiego planu” jest jeden z moich psów – Kuba.
Wzięłam również ze sobą czerwoną torebkę, która widzieliście już nieraz w moich postach.
Na szyi mam bardzo stary /nosiła go moja Mama/ naszyjnik pleciony z lekkiego srebrnego drucika.
I na koniec jak zwykle porada stylistyczna:
Jest taka zasada, że kobieta dojrzała nie powinna odkrywać ramion i nosić zbyt krótkich sukienek/spódnic.
I rzeczywiście taka zasada jest ale czy przy 30-stopniowym upale ta zasada powinna obowiązywać? Owszem powinna ale tylko wtedy gdy wybieramy się na bardzo oficjalne wyjście. Wtedy można ukryć ramiona pod przewiewnym szalem, założyć leciutką tunikę lub sukienkę z dłuższym rękawkiem czy włożyć sukienkę o długości tuż za kolana.
W przeciwnym przypadku lepiej stosować się zasady, że pokazujemy to co ładne np.nogi. A w ogóle jak jest taki straszny upał to wszystkie zasady szlag trafia i człowiek tylko marzy aby raczej się rozebrać niż ubrać, co ja niniejszym uczyniłam i mam nadzieje, że nikogo w ten sposób nie uraziłam:):):).
Życzę Wam miłego dnia.
/wpis komercyjny/





Dodaj komentarz