Długo czekałam z opublikowaniem tego postu, bo było to moje pożegnanie z Nowym Jorkiem, a bardzo nie lubię pożegnań. Chciałam Wam jednak pokazać „serce” Nowego Jorku, jakim jest Time Square i kilka słów o nim napisać. Poniżej – ostatnie zdjęcie z samochodu, gdy wieczorem wyjeżdżaliśmy już z tamtego bardzo klimatycznego miejsca, w którym czujesz się nowojorczykiem, a jednocześnie małym pyłkiem we wszechświecie.

Uprzedzam, że będzie dużo zdjęć, bo spędziliśmy tam prawie cały dzień.
Przed południem było tu trochę mniej ludzi, mimo, że była bardzo ładna pogoda.
W tym czasie bywają tu głównie turyści zwiedzający Nowy Jork.
Na przywitanie dostałam piękny bukiet żółtych róż.
W dalszej części postu dowiecie się, kto mi je podarował.
Time Square to miejsce bardzo znane w Nowym Jorku i na świecie. Każdy, kto tu przyjeżdża powinien je odwiedzić.
Można tu zobaczyć zaskakujące dla przybywających, szczególnie z nietolerancyjnej Polski, obrazki. Dziewczyna zostaje w ten sposób przygotowywana do zdjęć z turystami. Zobaczcie, że prawie nikt nie zwraca na nią uwagi.
Pomalowana w barwy flagi amerykańskiej, pozuje z chętnymi do zdjęć, oczywiście za odpowiednią opłatę.
Takich osób jest tu więcej. Policjantka i Statua Wolności, także polują tu na turystów.
A tutaj jeszcze inni przebierańcy.
Oprócz znanego „kowboja” występującego tu (nawet w zimie) w samych slipach, są tu także grające na gitarach „kowbojki”.
Na zdjęciu powyżej osoba, na którą o mało nie weszliśmy nie zauważając jej w tłumie. Początkowo myślałam, że to jakaś metalowa figura (nie ruszał się). Dopiero potem okazało się, że to żywy człowiek.
Gdy zaczęły zbliżać się godziny wyjścia z pracy, przybywało coraz więcej ludzi.
Umówiłyśmy się tu także z siostrą Krysi: Jadwigą, która przyniosła mi ten piękny bukiet kwiatów.
Znajduje się tu oprócz biur i mieszkań, dużo sklepów i restauracji oraz barków kawowych, w których można napić się pysznej kawy.
Policja stale czuwa tu nad porządkiem i bezpieczeństwem ludzi.
To miejsce słynie z ogromnej liczby reklam, które najbardziej widoczne są wieczorem i nocą.
Dlatego postanowiliśmy zostać tu do późnego wieczora.
Z godziny na godzinę przybywało coraz więcej ludzi, bo wkrótce miały otworzyć swoje progi teatry, których jest tu podobno w pobliżu kilkadziesiąt.
Od czasu do czasu z trudem przejeżdżał tu jakiś samochód, bo ludzie uwielbiają przechodzić tu przez ulicę na czerwonym świetle. Zresztą, to chyba jest tu konieczne, bo na chodnikach tworzą się także korki z ludzi.
Fotograf (mąż Krysi – Łukasz) starał się, aby na ujęciach nie było widać zbyt wielkich tłumów, co mu się czasem świetnie udawało (zdjęcie powyżej).
Przy okazji przyjrzyjcie się ubraniom ludzi, którzy tam przechodzili.
Na zdjęciu powyżej – słynna żółta, nowojorska taksówka.
Trzeba bardzo uważać, bo ulice w tym miejscu są bardzo wąskie i zatłoczone.
Jest tu też bardzo głośno, ponieważ samochody bez przerwy trąbią a ludzie, którzy tu przebywają potrafią bardzo głośno się zachowywać.
W końcu doszliśmy do słynnych czerwonych schodów.
Lubią na nich siadać turyści, którzy tu przyjeżdżają, ponieważ widać z nich prawie wszystkie, migoczące światłami reklamy.
W miedzy czasie robi się coraz ciemniej i zaczyna być widać ferie świateł bijących od reklam.
Czułam się w tym miejscu, jak w wieży Babel.
Wokół słychać było rozmowy we wszystkich językach świata.
Tłum coraz bardziej gęstniał.
Wiele osób robiło zdjęcia i to było słychać i widać, bo lampy błyskowe i migawki „chodziły na okrągło”.
Nie umiem Wam dokładnie przekazać, co tam czułam, ale chyba widać to po mojej minie.
Mimo tych tłumów i gwaru czułam się naprawdę wspaniale.
To było przeżycie, którego nie zapomnę do końca życia (dziękuję Wam Kochani).
Noc zrobiła się bardzo ciepła i bezwietrzna.
Reklamy świetlne migały wszystkimi możliwymi kolorami i choć nie lubię reklam, tutaj ogląda się je z przyjemnością. Zresztą są świetnie zrobione.
Na zdjęciu powyżej ostatnie zdjęcie z mężem Krysi i naszym wspaniałym fotografem, który towarzyszył nam we wszystkich nowojorskich sesjach.
Dobrze, że miałam czerwoną sukienkę, bo dzięki temu byłam dobrze widoczna w tłumie.
Powoli zapadała noc.
Uwierzcie mi, że bardzo nie chciało mi się stamtąd wracać do domu.
Niestety był już najwyższy czas na nasz powrót. Po drodze spotkaliśmy jeszcze sympatycznego policjanta na koniu,
a także posłuchaliśmy wywiadu na” ściance”, przed jednym z teatrów z aktorami, którzy za chwilę mieli wziąć udział w przedstawieniu.
Ostatni rzut oka na Time Square i wsiadamy do samochodu.
Na koniec powiem Wam w tajemnicy, że bardzo tęsknię za Nowym Jorkiem i tym miejscem.
W związku z tym dzisiaj (1.04) podjęłam decyzję o wyjeździe do USA na stałe.
Co Wy na to?
Oczywiście, jeśli chodzi o wyjazd to żart, bo dzisiaj mamy przecież prima aprillis.













































Dodaj komentarz