Kategoria: Pielęgnacja

  • Spotkanie w Hotelu Campanile

     

    Dzisiaj mam dla Was niespodziankę. Otóż w środę 8.10.2014 roku o godzinie 18-ej w Hotelu Campanile we Wrocławiu /ul. Ślężna 26/ odbędzie się spotkanie, na którym będziecie mogli poznać mnie osobiście. Opowiem na nim o moim blogu, a także o typach budowy ciała i sposobach maskowania ich niedoskonałości.

    Hotel

    fot. źródło:http://www.campanile-wroclaw.pl/pl.

    Ale to nie wszystko.

    Osoby, które tu często zaglądają wiedzą, że prowadzę tu od czasu do czasu również cykl pielęgnacyjny. Pokazuję w nim innowacyjne zabiegi bądź ciekawe kosmetyki. Podczas tego spotkania, po wykładzie, poddam się takiemu zabiegowi na oczach publiczności za pomocą specjalnych aparatów jednej z firm zajmujących się dbaniem o urodę. Tym razem efekty będziecie mogli zobaczyć natychmiast i na żywo. Sama jestem bardzo ciekawa tego eksperymentu.

    Dla osób, które przy wejściu powołają się na mnie, jako osobę zapraszającą, wstęp i parking będą bezpłatne.

    Czekam na Was./wpis komercyjny/

  • Jak schudłam 6 kg?

    Ostatnio schudłam 6 kg i w związku z tym dostaję mnóstwo maili z zapytaniem, jak to zrobiłam. Dlatego dzisiaj przygotowałam na ten temat post. Nie będzie to przepis na jakąś  dietę, czy polecenie Wam jakiś cudownych tabletek na odchudzanie, ale krok po kroku, co i dlaczego zmieniłam w swoim życiu.

    ba

    fot.Luiza Różycka

    Urodziłam się z wagą 1090 gr. Podobno mieściłam się na jednej dłoni mojego taty. Miałam taką niską wagę, bo drugą połowę brzucha mojej mamy zajmował mój brat bliźniak, który  po porodzie ważył 2,5 kg. Jak więc widzicie, byłam filigranowym niemowlęciem,. a potem dziewczynką i młodą kobietą. Przy wzroście 160 cm, ważyłam w dzień ślubu 45 kg. Piszę to wszystko, abyście mieli odniesienie do mojej późniejszej wagi.

    Po 40 roku życia zaczęłam przybierać na wadze, aż do 62 kg /czasem nawet 65 kg/, co dla mnie było już niemalże otyłością. Czułam się z tym niedobrze, a na dodatek coraz bardziej rósł mi brzuch. Robił się mocno wystający. Do tego niedawno dołączyły się problemy gastryczne /np wzdęcia i nie tylko/. Dodatkowo zaczęłam mieć niesmak w ustach i obłożony na biało język. Zaczęłam chodzić po lekarzach, którzy oczywiście twierdzili, że tak ma być, że muszę się z tym pogodzić, bo przecież „starość nie radość”, tym bardziej, że moje wyniki badań były bardzo dobre. Nie będę Wam tu opisywać, jakie konkretnie miałam dolegliwości, bo nie chce Was zanudzać, ale ogólnie zaczęłam się czuć coraz gorzej.

    Pewnego dnia po kolejnym badaniu /z wynikiem pozytywnym/ zaczęłam się zastanawiać i czytać w internecie, co mogą oznaczać poszczególne objawy i dlaczego występują. Poświęciłam temu naprawdę dużo czasu i doszłam do następujących wniosków.

    1. Piję za mało płynów. W czasie dnia piłam 3-4 szklanki i to przeważnie kawy lub mocnej czarnej herbaty.

    2. Niepotrzebnie słodzę, bo przecież to może jakaś grzybica organizmu, a grzyb żywi się się głównie cukrem.

    3. A może to nietolerancja glutenu /wzdęcia itd./?

    4 /Może trzeba unikać tych strasznych wędlin /jestem mięsożerna/ i jeść więcej ryb,

    5/ Jem za mało owoców i jarzyn, więc może warto zacząć je jeść, bo może brak mi błonnika.

    6/ A może spróbować jeść więcej posiłków z parowara, a nie z patelni.

    Postanowiłam kupić do kuchni dwa sprzęty: wyciskarkę /nie sokowirówkę/ do owoców i jarzyn i parowar.

    Na początku zaczęłam powoli przyzwyczajać się do picia większej ilości płynów. Nie było to łatwe, bo do tej pory nie miałam takiego nawyku i potrzeby. Do wody mineralnej wciskałam cytrynę plus wrzucałam kilka listków mięty i szklanki z tak przygotowanym napojem rozstawiałam w różnych miejscach domu, aby zawsze mieć je pod ręką. Gdy wychodziłam z domu, zawsze brałam ze sobą tak przygotowany napój. Po około tygodniu przyzwyczajania się doszłam do ilości 2 litrów plus 3-4 szklanki innych napojów. Ale uwaga, podobno można się także przewodnić, więc, gdybyście zaczęli pić wodę w dużych ilościach, musicie dostosować jej ilość do swojego organizmu. Mnie wystarczy 1,5 do 2 litrów dziennie. Zrezygnowałam ze słodzenia i ponieważ przestała mi smakować czarna herbata, zastąpiłam ją sokami i herbatkami ziołowymi, czy owocowymi.

    Następnym krokiem było wycofanie z diety pszenicy. Przeczytałam artykuł, że dzisiejsza pszenica nie ma nic wspólnego z tą z dawnych lat do tego stopnia, że spożywana w dużych ilościach /chleb, makarony, wypieki/, może szkodzić. Miedzy innymi powodować problemy kardiologiczne i cukrzycę, wzdęcia, problemy z jelitami /zatykać je/. Zaczęłam kupować chleb tylko orkiszowy i żytni. Zauważyłam, że ponieważ ten chleb jest bardziej zbity niż pszenny, jem go o połowę mniej i nie jestem głodna.

    Zaczęłam również unikać wędlin /mięsa – nie, bo jestem mięsożerna/, zamieniając je na ryby. A jeśli mam ochotę na wędlinę, piekę kawałek schabu, czy innego mięsa i jem go na zimno. Postanowiłam również jeść więcej kasz niż makaronów i ziemniaków.

    Zakochałam się także w sokach z wyciskarki, bo są przepyszne. Są o wiele lepsze i zdrowsze, niż te z sokowirówki. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej. Piję teraz raz dziennie dużą szklankę soku z owoców i szklankę soku chlorofilowego /z zielonych warzyw/. Nie dość, że znacznie poprawiła mi się cera, to po takiej dawce owoców i warzyw mam dużo więcej energii, niż po mocnej kawie.

    Dużo dań przygotowuję z parowara i bardzo mi smakują, bo nie miałam pojęcia, że takie dania nie dość, że są zdrowe, to na dodatek mają wspaniały smak, pod warunkiem, że się je odpowiednio przyprawi. Słodycze, to teraz głównie gorzka czekolada /raz w tygodniu/ i raz na jakiś czas lody. Nie mam teraz nawet na nie ochoty, bo dużo fruktozy zawierają soki owocowe, więc dostarczam organizmowi dostateczną ilość, ale zdrowego cukru.

    Mięso piekę w piecyku, albo robię na grillu. I wiecie co, jem teraz dużo mniej i zupełnie nie jestem głodna.

    Jaki jest efekt tych zmian? Mam więcej energii, w ciągu półtora miesiąca schudłam 6 kg, mam lepszą cerę, włosy i paznokcie, skończyły się wzdęcia /zmalał mi brzuch/, zapomniałam już o innych kłopotach gastrycznych /problemy z jelitami /, a także zniknął osad na języku i słono-metaliczny smak w ustach. Czuję się zdrowsza, a przy okazji lepiej wyglądam.

    Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was długim tekstem. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie w komentarzach, chętnie na nie odpowiem. A może podacie jakieś swoje sposoby na schudnięcie?

    Miłego dnia.

  • Pielęgnacja cd

    Dawno nie było postu z cyklu pielęgnacyjnego, dlatego dzisiaj nadrabiam zaległości. Ostatnio obiecałam Wam napisać, jakich kosmetyków używam.

    makijaż4

    A oto i one:

    1/twarz

    -uwielbiam maseczki Tołpy – lubię je zmieniać, aby skóra nie przyzwyczaiła się do kosmetyku. Najczęściej jednak używam maseczek Flos-leku, do cery naczynkowej,

    – woda miceralna Flos-lek,

    – kremy do twarzy i pod oczy zmieniam bardzo często. Najczęściej jednak używam kremy do cery naczynkowej Nivea, Tołpy, lub Flos-leku 50+,

    – Kiedy mam podrażnione naczynka, najszybciej znikają mi pod wpływem kremu Clinique redness solutions /do kupienia w Sephorze/, ale używam go bardzo rzadko.

    – krem pod oczy to najczęściej Flos-lek, lub complexe anti-age homme  Eisenberg.

    – naturalny olejek arganowy nakładam na twarz na noc,

    – twarz myję żelem Ogórek&limonka Bielendy /również w ten sposób zmywam makijaż/.

    – szyje pielęgnuję tymi samymi kosmetykami, co twarz.

    makijaż6

    2/ciało

    – moim ulubionym balsamem do kąpieli jest  nawilżający balsam do ciała pod prysznic Nivea, bo zostawia na ciele specjalny filtr i nie trzeba się po myciu smarować specjalnym balsamem,

    – używam również /raz w tygodniu/ orzeźwiającego peelingu-maski Tołpa spa.eco.

    – balsam do ciała po kąpieli to najczęściej nawilżające mleczko regenerujące Tołpa, dermo body hydro.

    Lakier do paznokci /tu jestem stała w uczuciach/ .Uważam, że najlepszy i najtrwalszy przynajmniej dla moich paznokci to lakier firmy ORLY.

    makijaz8

    3/włosy

    – używam naturalnego oleju do włosów. Zazwyczaj kupuję na stronie naturica.pl wzmacniający olej do włosów z Apteczki Babci Agafii i nakładam na godzinę przed każdym myciem włosów.

    – szampon – to na zmianę L’Oreal Elseve Color-Vive, i Schauma Color Glanz.

    – odżywka – to Wella profesionals lub L’Oreal Elseve Color-Vive.

    – pianka do włosów to najczęściej New Formula Color Protect.

    makijaż7

    4/Kosmetyka kolorowa, to głównie INGLOT i MAC. Odpowiedniego podkładu pod makijaż szukałam wiele lat i teraz go już nie zmienię, bo uważam, że jest idealnie dobrany do mojej bardzo jasnej karnacji skóry. To Clinique even better ivory 03 z Sephory.

    makijaż

    Na zdjęciu powyżej z Agnieszką Freus – z MAC’A, z którą przygotowujemy pewien ciekawy projekt, którym pewnie wkrótce się pochwalę.

    Zapraszam również do przeczytania mojego nowego artykułu na portalu cafesenior.pl tutaj.

    Jednocześnie informuję Was, że do 30 kwietnia biorę udział w konkursie „Modowa Bitwa Miast”. Jeśli podobają się Wam moje stylizacje, uprzejmie proszę o zagłosowanie. Codziennie można oddać 5 głosów tutaj.

    Z góry dziękuję i życzę miłego dnia.

  • Pielęgnacja cd

    Wczoraj zakończyłam zabiegi, które zostały mi zalecone przez dermatologa, podczas konsultacji w klinice WellDerm we Wrocławiu. Przebieg pierwszej wizyty w klinice znajdziecie na blogu >tutaj.

    Zacznę od tego, że przypomnę Wam, co to były za zabiegi i jakie kosmetyki używałam w czasie ich aplikowania.

    Pierwszym zabiegiem był  termolifting ZAFFIRO. Poddałam się trzem takim zabiegom na twarz i szyję  /opis tutaj/ w odstępach prawie miesięcznych. Miałam również dwa pilingi /opis tutaj/. W międzyczasie odbył się też zabieg Skinbooster /mezoterapia głębsza -opis tutaj/.

    W tym czasie używałam zaleconych ampułek MATRICIUM, a także ampułek z witaminą E – MONODERMA E – na zmianę, na noc, pod krem BIODERMA Matriciane Rides.

    W tym okresie miałam również zwiększyć ilość wypijanej codziennie wody mineralnej.

    Powiem Wam, że chętnie poddałam się powyższym zaleceniom, bo chciałam sprawdzić ich skuteczność.

    A oto efekty. Nie będę ich specjalnie opisywać. Zobaczcie porównanie zdjęć z „przed” i po zabiegach.

    twarze

    Powiem Wam, że na żywo jest jeszcze lepiej, bo na zdjęciach bardzo trudno uchwycić dobrze te zmiany.

    Jestem bardzo zadowolona z przebiegu kuracji. Moim zadaniem efekty są wspaniałe i mam nadzieję, że pozostaną na dłużej. Na wiosnę jestem „odnowiona” i zadowolona i to mnie bardzo cieszy. Warto było zrobić ten eksperyment, w którym niewątpliwie pomógł mi WellDerm. Za co serdecznie mu dziękuję.

    W następnym odcinku cyklu pielęgnacyjnego napiszę również, jakie kosmetyki używam na co dzień do twarzy, ciała i włosów. I niekoniecznie będą to drogie kosmetyki.

    Miłego dnia.

    /wpis komercyjny/