Kategoria: Wszystkie posty

  • MAXI

    Na prośbę kilku czytelniczek, pokażę Wam dzisiaj zestaw o długości maxi.  Ale, jak zwykle zacznijmy od dodatków.

    zajawka26

    Niestety nie podam Wam, gdzie kupiłam okulary i kopertówkę, ponieważ zrobiłam to przy okazji zakupów z klientką, w dużej galerii handlowej i po prostu nie pamiętam, w którym to było sklepie.

    A12

    Mogę Wam natomiast napisać, skąd pochodzą te przepiękne korale. Zrobiła je specjalnie dla mnie, moja sympatyczna i zdolna koleżanka z Warszawy – Ewa.

    A13

    Zobaczcie, jak dobrze współgrają z kopertówką i z moim dzisiejszym zestawem.

    A4

    Aby długa spódnica, czy sukienka dobrze wyglądała na niskiej osobie, najlepiej, aby była dość wąska, sięgała maksymalnie do kostek, a kobieta w nią ubrana była na wysokich obcasach.

    A6

    W dniu dzisiejszym wiał spory wiatr i dlatego moja spódnica, jak widzicie „żyła własnym życiem”,

    A2

    a ja, nie przejmując się tym faktem, szłam zadowolona po mieście oglądając wystawy sklepów.

    A8

    Od czasu do czasu wiatr rozwiewał także rozcięcie w spódnicy, pokazując moje jeszcze nie opalone nogi.

    A1

    Na jednej z wystaw zauważyłam bardzo ciekawe torebki i usiłuję dać znać Luizie, abyśmy weszły do sklepu i je obejrzały.

    A5

    W jednym z okien Hotelu Monopol we Wrocławiu dostrzegłam piękne kwiaty.

    A11

    Moje włosy /po zmianie diety/ bardzo szybko odrosły i zgęstniały. Najwyższy czas na ich skrócenie i farbowanie.

    A10

    Słońce zrobiło mi psikusa i prześwietliło spódnicę. Dobrze, że pod spodem była wszyta krótka haleczka.

    A7

    Zestaw pochodzi z mojej szafy. Przez wiele lat był dla mnie za mały. Teraz znowu w niego wchodzę i bardzo się z tego powodu cieszę, bo jest idealny na upały.

    A9

    Na koniec myślałam, że pozbędę się powiewów wiatru pośród kolumn, ale okazało się, że i tam mnie dopadł. Ale może i dobrze!!!

    Autorką zdjęć jest Luiza Różycka.

    Porady stylistki: długa spódnica, czy sukienka wygląda najlepiej na wysokiej i szczupłej kobiecie. Jeśli nie spełniamy tych warunków, najlepiej takiej nie nosić, lub założyć dosyć wąską maxi do wysokich obcasów. Bluzka od zestawu, która jest widoczna na zdjęciach, poprzez wzór i fason rękawów świetnie poszerza ramiona, dlatego kategorycznie nie powinny jej nosić osoby, które mają je szerokie i dobrze zbudowane.

    Miłego oglądania i komentowania.

    Tych, co jeszcze nie przeczytali mojego artykułu na cafesenior.pl, zapraszam do lektury tutaj.

    I jeszcze jedna sprawa. Biorę udział w Konkursie Blog Day Wrocław 2014. Konkurs trwa do 28 sierpnia i można w nim głosować codziennie. Jeśli macie czas i ochotę, zapraszam tutaj.

  • Nowa sukienka

    Jak zwykle zacznijmy od dodatków. Pewnie nie uwierzycie, ale są to moje biało-złote, ślubne buty , kupione w ostatniej chwili przed tą uroczystością, prawie 37 lat temu. Schowałam je na pamiątkę, ponieważ wtedy bardzo trudno było takie zdobyć. Chciałam, aby w przyszłości dostała je moja córka i powiem Wam, że niejedną noc w nich potem przebalowała. Mają niewielki obcas i dlatego są bardzo wygodne.

    D8

    Torebkę kupiłam ponad roku temu, a naszyjnik jest z przed paru lat. Bardzo szanuję dodatki i może dlatego mam ich sporo i są dobrze zachowane. Uważam, że dodatki to podstawowa sprawa przy tworzeniu stylizacji

    D9

    A teraz przejdźmy do sukienki. Ostatnio potrzebowałam nowej, letniej sukienki wizytowej i chciałam, aby była w stonowanych kolorach, była dobra na upały i nie miała rękawów.

    D11

    Chciałam również, aby na całej długości pleców miała wszyty zamek błyskawiczny.

    D12

    I wyobraźcie sobie, że udało mi się taką znaleźć. Kupiłam ją internetowo w sklepie: shop,semperfashion.eu. Jest w nim wiele fajnych ubrań, dlatego zachęcam do obejrzenia całej kolekcji.

    D19

    Sukienka jest w duże wzory i trochę poszerza moją sylwetkę.

    D10

    Mimo, że ostatnio schudłam, jest tu mnie trochę więcej.

    D20

    Na zdjęciu powyżej widać niewielkie obcasiki butów.

    D3

    Fason sukienki idealnie nadaje się dla „łyżeczki”, „klepsydry” i „gruszki”. „Jabłko” musi ją sobie darować. O sylwetkach wspomniałam tutaj.

    D16a

    Długi naszyjnik ma za zadanie wysmuklić sylwetkę, a kopertówka nadać sukience wieczorowego stylu.

    D4

    Autorką zdjęć jest Luiza Różycka.

    D18

    Tło, to podwórze przy ul.Włodkowica we Wrocławiu /przejście do Synagogi/.

    D17

    Sukienka pewnie wpadnie w oko naszej czarno-białej Soni. Mam nadzieję, że również i Wam przypadnie do gustu.

    Miłego dnia. Na FB działam na stronie MODA PO LUDZKU.

    A to taki mały żarcik na koniec, bo przecież teraz modnie jeść jabłka.

    D6

    Życzę Wam dużo uśmiechu na co dzień.

    /wpis komercyjny/

  • Letnie sukienki cd

    Zacznijmy od torebki. Jej kolor jest na tyle uniwersalny, że pasuje praktycznie do każdego zestawu. To moja ulubiona, pakowana ESCADA, którą noszę dosyć często.

    zajawka 21

    Tym razem mam na sobie, odpowiednią na ciepłe dni, sukienkę z Solara.

    C1

    Przewiewny materiał, z którego jest uszyta nie mnie się i bardzo przyjemnie chłodzi w upały.

    C3

    Na szyi mam beżowe drewniane korale, które zawiązane w ten sposób wydłużają nieco sylwetkę.

    C4

    Fason sukienki jest na tyle uniwersalny, ze dobrze może w nim wyglądać zarówno niewielkie „jabłko”, jak i „gruszka”.

    C7

    Oczywiście „klepsydrze”, czy „łyżeczce” też będzie w niej dobrze.

    C5

    Do zestawu dopasowałam beżowe buty na niewielkim obcasie.

    C6

    Urocze zdjęcia wykonała Luiza Różycka.

    C2

    Mam nadzieję, że spodobała Wam się moja dzisiejsza stylizacja. Na zdjęciach widać, że trochę schudłam. Jak to zrobiłam – opisałam w poprzednim poście.

    A teraz, jeśli chcecie poczytać o mnie, pędźcie do kiosku po dzisiejszą TINĘ. Jest tam  obszerny artykuł o mnie. Na zdjęciach będą również moja córka i wnuk.

    TINA2

    Tekst z „TINY” dla tych, co jej nie kupili:

    Tina tekst1, Tina tekst2.

    Fejsbookowiczów zapraszam do polubienia mojej strony tutaj.

  • Jak schudłam 6 kg?

    Ostatnio schudłam 6 kg i w związku z tym dostaję mnóstwo maili z zapytaniem, jak to zrobiłam. Dlatego dzisiaj przygotowałam na ten temat post. Nie będzie to przepis na jakąś  dietę, czy polecenie Wam jakiś cudownych tabletek na odchudzanie, ale krok po kroku, co i dlaczego zmieniłam w swoim życiu.

    ba

    fot.Luiza Różycka

    Urodziłam się z wagą 1090 gr. Podobno mieściłam się na jednej dłoni mojego taty. Miałam taką niską wagę, bo drugą połowę brzucha mojej mamy zajmował mój brat bliźniak, który  po porodzie ważył 2,5 kg. Jak więc widzicie, byłam filigranowym niemowlęciem,. a potem dziewczynką i młodą kobietą. Przy wzroście 160 cm, ważyłam w dzień ślubu 45 kg. Piszę to wszystko, abyście mieli odniesienie do mojej późniejszej wagi.

    Po 40 roku życia zaczęłam przybierać na wadze, aż do 62 kg /czasem nawet 65 kg/, co dla mnie było już niemalże otyłością. Czułam się z tym niedobrze, a na dodatek coraz bardziej rósł mi brzuch. Robił się mocno wystający. Do tego niedawno dołączyły się problemy gastryczne /np wzdęcia i nie tylko/. Dodatkowo zaczęłam mieć niesmak w ustach i obłożony na biało język. Zaczęłam chodzić po lekarzach, którzy oczywiście twierdzili, że tak ma być, że muszę się z tym pogodzić, bo przecież „starość nie radość”, tym bardziej, że moje wyniki badań były bardzo dobre. Nie będę Wam tu opisywać, jakie konkretnie miałam dolegliwości, bo nie chce Was zanudzać, ale ogólnie zaczęłam się czuć coraz gorzej.

    Pewnego dnia po kolejnym badaniu /z wynikiem pozytywnym/ zaczęłam się zastanawiać i czytać w internecie, co mogą oznaczać poszczególne objawy i dlaczego występują. Poświęciłam temu naprawdę dużo czasu i doszłam do następujących wniosków.

    1. Piję za mało płynów. W czasie dnia piłam 3-4 szklanki i to przeważnie kawy lub mocnej czarnej herbaty.

    2. Niepotrzebnie słodzę, bo przecież to może jakaś grzybica organizmu, a grzyb żywi się się głównie cukrem.

    3. A może to nietolerancja glutenu /wzdęcia itd./?

    4 /Może trzeba unikać tych strasznych wędlin /jestem mięsożerna/ i jeść więcej ryb,

    5/ Jem za mało owoców i jarzyn, więc może warto zacząć je jeść, bo może brak mi błonnika.

    6/ A może spróbować jeść więcej posiłków z parowara, a nie z patelni.

    Postanowiłam kupić do kuchni dwa sprzęty: wyciskarkę /nie sokowirówkę/ do owoców i jarzyn i parowar.

    Na początku zaczęłam powoli przyzwyczajać się do picia większej ilości płynów. Nie było to łatwe, bo do tej pory nie miałam takiego nawyku i potrzeby. Do wody mineralnej wciskałam cytrynę plus wrzucałam kilka listków mięty i szklanki z tak przygotowanym napojem rozstawiałam w różnych miejscach domu, aby zawsze mieć je pod ręką. Gdy wychodziłam z domu, zawsze brałam ze sobą tak przygotowany napój. Po około tygodniu przyzwyczajania się doszłam do ilości 2 litrów plus 3-4 szklanki innych napojów. Ale uwaga, podobno można się także przewodnić, więc, gdybyście zaczęli pić wodę w dużych ilościach, musicie dostosować jej ilość do swojego organizmu. Mnie wystarczy 1,5 do 2 litrów dziennie. Zrezygnowałam ze słodzenia i ponieważ przestała mi smakować czarna herbata, zastąpiłam ją sokami i herbatkami ziołowymi, czy owocowymi.

    Następnym krokiem było wycofanie z diety pszenicy. Przeczytałam artykuł, że dzisiejsza pszenica nie ma nic wspólnego z tą z dawnych lat do tego stopnia, że spożywana w dużych ilościach /chleb, makarony, wypieki/, może szkodzić. Miedzy innymi powodować problemy kardiologiczne i cukrzycę, wzdęcia, problemy z jelitami /zatykać je/. Zaczęłam kupować chleb tylko orkiszowy i żytni. Zauważyłam, że ponieważ ten chleb jest bardziej zbity niż pszenny, jem go o połowę mniej i nie jestem głodna.

    Zaczęłam również unikać wędlin /mięsa – nie, bo jestem mięsożerna/, zamieniając je na ryby. A jeśli mam ochotę na wędlinę, piekę kawałek schabu, czy innego mięsa i jem go na zimno. Postanowiłam również jeść więcej kasz niż makaronów i ziemniaków.

    Zakochałam się także w sokach z wyciskarki, bo są przepyszne. Są o wiele lepsze i zdrowsze, niż te z sokowirówki. Szkoda, że nie wiedziałam tego wcześniej. Piję teraz raz dziennie dużą szklankę soku z owoców i szklankę soku chlorofilowego /z zielonych warzyw/. Nie dość, że znacznie poprawiła mi się cera, to po takiej dawce owoców i warzyw mam dużo więcej energii, niż po mocnej kawie.

    Dużo dań przygotowuję z parowara i bardzo mi smakują, bo nie miałam pojęcia, że takie dania nie dość, że są zdrowe, to na dodatek mają wspaniały smak, pod warunkiem, że się je odpowiednio przyprawi. Słodycze, to teraz głównie gorzka czekolada /raz w tygodniu/ i raz na jakiś czas lody. Nie mam teraz nawet na nie ochoty, bo dużo fruktozy zawierają soki owocowe, więc dostarczam organizmowi dostateczną ilość, ale zdrowego cukru.

    Mięso piekę w piecyku, albo robię na grillu. I wiecie co, jem teraz dużo mniej i zupełnie nie jestem głodna.

    Jaki jest efekt tych zmian? Mam więcej energii, w ciągu półtora miesiąca schudłam 6 kg, mam lepszą cerę, włosy i paznokcie, skończyły się wzdęcia /zmalał mi brzuch/, zapomniałam już o innych kłopotach gastrycznych /problemy z jelitami /, a także zniknął osad na języku i słono-metaliczny smak w ustach. Czuję się zdrowsza, a przy okazji lepiej wyglądam.

    Mam nadzieję, że nie zanudziłam Was długim tekstem. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, piszcie w komentarzach, chętnie na nie odpowiem. A może podacie jakieś swoje sposoby na schudnięcie?

    Miłego dnia.