Można powiedzieć, że już tradycyjnie, bo od wielu lat, w Dzień Świętego Walentego w ramach kochania przede wszystkim siebie, sprawiam sobie prezent, który nie tylko jest bardzo przyjemny i relaksujący, ale także działa świetnie na moje zdrowie i nie tylko, jak zapewne przekonacie się czytając i oglądając ciąg dalszy postu.

Tym razem postawiłam na coś bardzo nowoczesnego i innowacyjnego, coś co zastępuje w pełni wszelkie zabiegi kosmetyki estetycznej, szczególnie te, które mogą mieć skutki uboczne. To japoński lifting twarzy – jedna z najstarszych form masażu na świecie. Terapia ta pochodzi ze starożytnych Chin. Gdy została przeniesiona do Japonii podobno początkowo dostęp do niej miała wyłącznie rodzina cesarska oraz  najbardziej szlachetne i bogate rodziny w tym kraju. Na początku byłam pełna niedowierzania, bo przecież co można uzyskać masażem twarzy. Technika tego masażu jest jednak zupełnie inna i nie dość, że działa na twarz liftingująco, to na dodatek relaksuje i działa zdrowotnie na całe ciało.

W tym celu udałam się do wrocławskiego salonu kosmetycznego La Koshi, w którym można poddać się takiemu zabiegowi.

Japoński masaż KOBIDO daje widoczne i długotrwałe efekty. Zapewnia nie tylko naturalną i nieinwazyjną formę liftingu, ale także wpływa na poprawę wyglądu i dobre samopoczucie redukując stres. Działa na głębszych warstwach skóry i mięśni.  Postanowiłam poddać się tej terapii w postaci kilku zabiegów. Dzisiaj pokażę Wam efekty pierwszego z nich, a także opiszę odczucia, które mi podczas niego towarzyszyły.

Zaciekawiło mnie, że masaż składa się z pięciu kolejno następujących po sobie etapów. Pierwszy z nich to rozluźnienie i masaż tkanek głębokich. Rozpoczyna się od mięśnia czworobocznego poprzez mięśnie szyi, karku, potylicy, czepca oraz twarzy. Już w tym momencie odczułam spore rozluźnienie mięśni, szczególnie na karku. Gdy Pani Agnieszka (szefowa salonu) zaczęła masować mi twarz, już wiedziałam, że jest to coś więcej, niż zwykły masaż.

Drugi etap masażu – to przede wszystkim relaks. Jak widzicie na zdjęciu ruchy rąk masującej są płynne, głaszczące twarz i bardzo przyjemne. W tym momencie, ja która normalnie nie jestem w stanie w ciągu dnia zasnąć, na chwilę zapadłam w drzemkę i było to bardzo przyjemne.

Trzeci etap to oczyszczenie i drenaż, podczas którego pobudzane jest krążenie. W tym momencie udrażniane są i pobudzane węzły chłonne. Taki drenaż limfatyczny szczególnie dobrze radzi sobie z cieniami i opuchlizną pod oczami, które fundujemy sobie same np. siedząc zbyt dużo przed komputerem.

Kolejny krok to lifting, który niweluje powstałe na twarzy zmiany. Ten masaż, mimo swojej intensywności i zmiennych technik o różnym nasileniu i tempie, nie powoduje dyskomfortu, a wprost przeciwnie odczuwa się podczas niego znaczny relaks psychiczny i fizyczny. Skupia się – głównie na owalu twarzy, liniach bruzd nosowo-wargowych, okolicach oczu i czoła.

Na końcu masażu stosowane są techniki akupresurowe, które pozwalają na zrównoważenie emocji wewnętrznych i energii życiowej oraz pobudzenie pracy wszystkich narządów wewnętrznych. W tym momencie zaczęłam być bardzo głodna mimo, że wcześniej zjadłam obfite śniadanie. Potwierdza to między innymi, że masaż wpływa także na organy wewnętrzne.

Wszystko to odbywa się na wygodnym łóżku do masażu w bardzo przyjaznej atmosferze salonu.

Masaż trwa godzinę i naprawdę trudno jest w tym czasie nie zasnąć, bo jednocześnie bardzo relaksuje.

Zastosowanie olejków zapachowych lub masła shea na bazie olejków, za pomocą aromatoterapii wpływa także bardzo uspokajająco na cały układ nerwowy.

Po masażu czułam się bardzo zrelaksowana, ale jednocześnie pełna energii.

Salon La’Koshi znajduje się we Wrocławiu na ulicy Stacyjnej 1.

Można tu także skorzystać z innych usług kosmetycznych, fryzjerskich, zrobić manicure i pedicure.

Powyżej możecie zobaczyć efekt pierwszego zabiegu. Myślę, że po kilku – będzie znacznie bardziej widoczny. Przede mną kilka tygodni przyjemności i mam nadzieję niespodzianka w postaci polepszenia wyglądu.

Oczywiście pokażę go Wam w poście, kiedy już skończę całą serię zabiegów.

Autorką zdjęć jest Luiza Różycka, która także poddała się temu zabiegowi, aby jak najlepiej wczuć się w moją rolę :).

/wpis komercyjny/