Dzisiejsza smutna rzeczywistość stanęła na głowie, dlatego moje pierwsze i ostatnie zdjęcie z urlopu opublikowałam odwrotnie. Poniżej dowiecie się, jak spędziłam tam czas i czy i tym razem był to dla mnie udany urlop.

12 marca pojechałam do sanatorium i miałam tam zostać przez kolejne 16 dni. Niestety, zgodnie z zarządzeniem o stanie epidemii w Polsce, 21 marca, czyli tydzień przed terminem powrotu, musiałam je opuścić. Od początku nie był to zbyt udany wyjazd. Osoby, które tam ze mną przebywały były z niezrozumiałych powodów od początku wrogo do mnie nastawione, a mój straszy brat ignorował mnie i nie odzywał się do mnie w ogóle. Myślę, że głupio mu było, że pieniądze, które daliśmy mu z moim drugim bratem na operację w listopadzie zeszłego roku, wydał na jakieś swoje fanaberie. A przecież wystarczyło się do tego przyznać, a my jako rodzeństwo nie mielibyśmy do niego o to pretensji. Jego partnerka (a właściwie przedstawiał ją w rodzinie zawsze jako koleżankę) 13 marca miała imieniny i oczywiście otrzymała od nas (również od mojego męża) życzenia i prezent, a ona doskonale wiedząc, że w tym dniu także je obchodzę, nie zrewanżowała się nawet życzeniami. Nie byłam tym zdziwiona, bo zawsze trudno było oczekiwać od niej jakiegokolwiek normalnego, ludzkiego zachowania. Mając ogromny wpływ na mojego brata (zawsze był podatny na wpływy złych ludzi) powoli zniszczyła jego bardzo silne więzi z najbliższą rodziną. No cóż czasem ludzie najbliżsi zachowują się w różnych sytuacjach irracjonalnie, a najgorsze jest to, że potem liczą na pomoc. Przepraszam, że włączyłam tutaj mój prywatny wątek, ale teraz wiecie dokładnie, jak wyglądał ten wyjazd i dlaczego poza krótkimi posiłkami spędzałam czas samotnie (właściwie to uwielbiam), albo tylko z moim mężem.

Oprócz tego wiele osób przebywających w sanatorium, w tym te siedzące z nami przy stoliku ( w grupie ryzyka), nie przestrzegały zasad wychodzenia z sanatorium i bez przerwy biegały po różne duperele do sklepów, jakby na przykład króliczki z czekolady na Święta Wielkanocne były ważniejsze niż zdrowie. Chyba jednak nie zdawali sobie sprawy, że tych Świąt mogą tak naprawdę nie doczekać i w związku z tym szykowanie się na nie, nie ma w takiej sytuacji sensu. Szkoda, że w takich przypadkach tak trudno jest włączyć myślenie. Część starszych i schorowanych osób chodziło także do kościoła, gdzie ksiądz oszukiwał je, że ich modlitwa tylko tam zostanie naprawdę wysłuchana. Absolutnie nie mam nic do ich przekonań religijnych, bo jestem osobą wierzącą, ale przecież mszę świętą mogły oglądać w telewizji (w sanatorium były telewizory w każdym pokoju), a modlić się w czasie takiego zagrożenia zdrowia i życia – gdziekolwiek. Cały czas miałam wrażenie, że siedzę na bombie zegarowej i wciąż zastanawiałam się, jak to się wszystko skończy. Wychodziłam tylko na spcaery z kijami i szerokim łukiem omijałam z rzadka spacerujących pod Tężniami ludzi. Z ulgą, więc przyjęłam skrócenie urlopu.

Jak więc widzicie, nie był to od początku dobry wyjazd i mam tylko nadzieję, że dla wszystkich skończy się pozytywnie. Szczęśliwie dotarliśmy już do Wrocławia, gdzie obecnie staram się o zaopatrzenie domu w jedzenie i przystosowanie do nowych warunków.

Odnośnie bloga, myślę, że przyszedł czas na zmiany. Zresztą od jakiegoś czasu to planowałam. Od dzisiaj zamierzam prowadzić  bloga lifestylowego i będę tutaj publikować wpisy o bardzo różnej tematyce. Ponieważ nie wychodzę z domu, od czasu do czasu będę opisywać Wam czym się zajmuję itp. Będę także wyszukiwać w sieci godne polecenie kosmetyki, akcesoria i ubrania, bo zawsze preferowałam polskie firmy, którym teraz bardzo potrzebna jest pomoc. Od czasu do czasu pokażę Wam co udało mi się upiec, lub ugotować w tych ciężkich czasach. Zakupy raz w tygodniu dla całej naszej rodziny robi u nas tylko jedna osoba, która używa podczas nich jednorazowych rękawiczek i maseczki, a po przyjściu zdejmuje ubranie, które jest od razu prane. Jak więc widzicie stosujemy się do zaleceń. A Wy co robicie, aby nie zachorować i co możecie poradzić innym w tym temacie?

Zapraszam Was serdecznie na moją stronę na FB (Moda po ludzku), a także profil na IG (balakierkrystyna).

Wpadajcie tu chociażby z nudów i zostawiajcie swoje miłe komentarze, które zawsze były dla mnie ważne, a teraz są mi jeszcze bardziej potrzebne, bo powoli, w związku z zaistniałą sytuacją, ogrania mnie przygnębiający smutek.