Dzisiaj zapraszam Was na drugą część wspomnień z wakacji. Tym razem zobaczycie plażę i morze. Zgodnie z zapowiedzią opowiem także, jak zgubiłam okulary, oraz która z sukienek najlepiej sprawdziła się podczas dużych upałów.

Kocham morze, a w Turcji moim zdaniem, jest w nim najcieplejsza woda w Europie, dlatego dość często spędzam tam wakacje.

Tym razem trafiliśmy na ogromną i dość szeroką plażę. Nie było więc problemów ze zdobyciem leżaka.

Oprócz tego na molo były fajne łóżka do opalania.

Korzystając z niego można było także popływać na głębszej wodzie i zamówić w barze kawę, czy napitki z całego świata.

Najczęściej chodziłam tam w południe na turecki czaj, który jest rodzajem mocnej czarnej herbaty i pyszne rogaliki.

W takim zacisznym miejscu można było zdrzemnąć się po pływaniu i opalaniu.

Powyżej filmik, który pokazuje w całości molo oraz ogrom tej plaży. W wodzie zażywa kąpieli mój mąż.

Można tam było także wynająć specjalną lożę do opalania i napić się wspaniałego szampana. Nie preferuje jednak tego typu odpoczynku.

Wolę leżeć na leżaku wśród ludzi i ich obserwować.

Pewnego dnia, dotychczas spokojne morze, przemieniło się w burzliwe fale. Ten filmik nie oddaje prawdziwej wielkości i siły fal.

I właśnie tego dnia kapiąc się w nim straciłam moje ulubione okulary przeciwsłoneczne. No cóż widocznie tak miało być.

Obiecałam Wam także test sukienek. Zabrałam ich na urlop kilka, lecz tylko te sprawdziły się w duże upały (40st). Na zdjęciu powyżej jestem w sukience Click Fashion.

Ponieważ hotel był bardzo elegancki, na kolację wypadało pójść w sukience. To lniana sukienka z Monnari.

Na zdjęciu powyżej sukienka mojej ostatnio ulubionej  marki Vito Vergelis. Mam już 3 ich letnie sukienki i wszystkie doskonale sprawdzają się w upały.

Powiem Wam, że ta sukienka uszyta z wiskozy przebiła wszystkie, jeśli chodzi o jej przydatność w bardzo gorące dni.

Zdecydowanie czułam się w niej najlepiej i najbardziej komfortowo.

Mój mąż najczęściej ubierał się w lniane koszule i  cieniutkie dżinsy, oraz mokasyny, które kupił w Turcji poprzednim razem.

Na śniadania i kolacje chodziliśmy ubrani na luzie tzn. najczęściej w szortach i T-shirtach.

 

Rzadko robię zdjęcia jedzenia, ale tym razem musiałam uzasadnić moje przytycie o 2,5 kg. Powyżej wybór słodyczy (to tylko jeden ze stołów). Oczywiście było także kilkanaście smaków lodów do wyboru. Moim zdaniem tureckie lody są przepyszne. Najbardziej smakowały mi cytrynowe, czekoladowe i mango.

Powyżej wybór sałatek. Można było także przyrządzić sobie sałatkę własnego pomysłu z kilkoma rodzajami oliwy, przypraw i ziół.

Były też pyszne oliwki. Moje ulubione, to czarne.

Wybór smakowitych serów “wbijał wręcz w podłogę”.

Można było także przebierać w owocach. To tylko jeden ze stołów z nimi. Najbardziej smakował mi arbuz i granatowe figi. To tylko mała część jedzenia, które można było tam wybierać. Najbardziej lubiłam jeść przepiórki i ryby z grilla. Nie smakowały mi natomiast niektóre serwowane tam zupy.

Oprócz głównej restauracji można było także (w ramach all inclusive), wybrać się na kolację do jednej z 5 dodatkowych restauracji (rybna, japońska, włoska, francuska i ze stekami).

Restauracja rybna mieściła się nad rzeką. Piękny widok  i przewiew uprzyjemniał posiłek.

Zjedliśmy tam przepyszną kolację w stylu tureckim.

Najpierw było mnóstwo przystawek.

A potem przepyszna rybka. Wybrałam solę, bo bardzo ją lubię.

Na koniec był pyszny, słodki turecki deser. Coś w rodzaju chałwy z lodami i bakaliami.

Odwiedziliśmy także restaurację japońską. Na przystawkę były rolki sushi.

Potem kaczka po japońsku.

Dobrym zakończeniem kolacji była piramidka z lodów z alkoholem.

Potem byliśmy także w restauracji włoskiej, gdzie zjedliśmy także pyszne dania. Nie byliśmy w pozostałych restauracjach, bo nasze brzuchy już tego nie wytrzymywały. Może pójdziemy następnym razem. Teraz już wiecie dlaczego mimo intensywnego pływania, nieco przytyłam..

Wieczorami najczęściej chodziliśmy na spacery i słuchaliśmy muzyki w wieczornym pubie na świeżym powietrzu. Tutaj można było przyjść w nieformalnym stroju.

Niestety po dwóch tygodniach wakacje skończyły się i trzeba było wracać do domu.

Hotel żegnał nas pokazem pięknych, kolorowych rac.

Nie dziwcie się, że opisałam tylko wrażenia z hotelu. Byliśmy już w Turcji piąty raz i wszystko mamy już pozwiedzane, więc tym razem byliśmy tylko raz (na zakupach) w pobliskim mieście Belek. Hotel ciągnął się na przestrzeni ok 10 km, więc na wieczorne spacery chodziliśmy zadbanymi alejkami wśród pół golfowych i jeziorek, oraz nad morze.

Hotel na tyle przypadł nam do gustu, że planujemy spędzić tu wakacje jeszcze raz. Co z tego wyjdzie czas pokaże.

Życzę Wam miłego oglądania i zapraszam na moją stronę na FB (Moda po LudzkuModa po LudzkuModa po Ludzku) oraz profil na IG (balakierkrystyna).