Wybaczcie mi, że tak długo trwało przygotowanie relacji z wakacji, ale po pierwsze wybranie kilkudziesięciu zdjęć z 500-ciu-set, to  nie jest taka prosta sprawa, a po drugie zaatakował mnie wirus, który powalił mnie do łóżka. Na szczęście szybko się go pozbyłam i mogę teraz wraz z Wami powspominać fantastyczne wakacje, które spędziłam na Riwierze Tureckiej.

Pokój mieliśmy tuż obok basenu, więc w czasie 40-stopniowych upałów, które tam panowały w sierpniu, można było natychmiast się ochłodzić. W basenie była cieplutka woda morska, więc chętnie do niego wchodziłam.

Pierwsze kroki zaraz po przyjeździe skierowaliśmy do klimatyzowanej restauracji. Byliśmy bardzo zmęczeni nocną podróżą, a także głodni.

Następnie załatwiliśmy wszystkie formalności w recepcji.

Czekał na nas bardzo przytulny i dość duży pokój z szerokim wygodnym łóżkiem.

Gdy wyszliśmy na taras okazało się, że rosły nad nim piękne kwiaty.

Zaraz niedaleko zaczynał się basen z morską wodą, który ciągnął się przez ok 1 kilometr. Jednym słowem raj dla pływających.

Szybko więc skoczyłam do niego, aby ochłodzić się i całe zmęczenie minęło.

I tutaj muszę się Wam do czegoś przyznać. Do tej pory bałam się wody i nie umiałam pływać (kiedyś, jak byłam kilkunastoletnią dziewczynką topiła się przy mnie moja koleżanka – na szczęście ją uratowano). Stąd może od lat miałam traumę, której nie potrafiłam pokonać. Kilka razy próbowałam uczyć się pływania u fachowców, ale żaden z nich nie mógł tego dokonać. Dopiero na tym urlopie “otworzyłam się” przy moim mężu, posłuchałam kilku jego wskazówek dotyczących oddychania i okazało się, że to jest bardzo proste.

Na dowód powyżej zamieściłam film. To było na początku. Pod koniec wakacji pływałam już bardziej stylowo. Jednocześnie okazało się, że pływanie to moja pasja i codziennie “zasuwałam” żabką po kilkaset metrów. Teraz zamierzam pływać również we Wrocławiu (niestety tylko w zwykłym basenie).

Czasem nawet wychodziłam z niego ostatnia. Mój mąż był zdumiony i jednocześnie pełen podziwu. Oczywiście kąpieli zażywałam także w bardzo ciepłym o tej porze roku morzu, ale o tym napiszę później.

Moim głównym strojem na urlopie był kostium kąpielowy i kilka pareo.

To, które mam na sobie jest firmy CACOFONIA. Jedwabiste i przyjemne dla ciała bardzo dobrze chroniło mnie przed słońcem.

Wzór na nim inspirowany jest sztuką. Pareo wygląda jak obraz. Naprawdę warto zajrzeć na stronę CACOFONIA, bo pięknych wzorów jest tam kilka. Takie pareo można nosić także o innych porach roku, jako chustę wokół szyi.

Dobrze czuję się również w spódnicach z nich wiązanych bo są bardzo kobiece.

Miałam tam kilkoro zwierzęcych przyjaciół. Ta ryba pływająca z innymi w wielkim akwarium przy restauracji codziennie witała się ze mną stukając łebkiem w szybę.

Ta wdzięczna parka często przychodziła na żebry także do restauracji pod gołym niebem. Upodobała sobie szczególnie restaurację rybną, mimo, że tuż obok płynęła rzeka pełna ryb. Nie ma to jednak jak smażona rybka :))))))).

5 malutkich kotków z mamą  i tatą codziennie przychodziło do nas na taras. Kocham zwierzęta i pewnie one także to czuły.

Na terenie hotelu płynęła także rzeka, która nieopodal wpadała do morza. Można było przejść przez nią mostem, na którym stał taki oto tron. Prawie wszyscy robili sobie na nim zdjęcia i było przy tym bardzo zabawnie.

Moje wspomnienia z wakacji podzieliłam na dwie części, Na następną zapraszam wkrótce. Dowiecie się w niej co stało się z moimi okularami, co najchętniej jadłam, a także która z sukienek, którą tam miałam była najbardziej odporna na upały.

Miłego dnia.

Zapraszam serdecznie na moją stronę na FB (Moda po ludzku) i profil na IG (balakierkrystyna).