Przepraszam, że wspomnienia z wakacji publikuję z lekkim opóźnieniem, ale musiałam przejrzeć ponad 500-set zdjęć, które zrobiłam i ograniczyć ich ilość do kilkudziesięciu. Aby Wam się dobrze oglądało, podzieliłam je na 4 tematyczne części. Pierwsza z nich pokaże miejsce, gdzie przebywałam, druga – roślinność, która mnie tam zauroczyła, trzecia część – to moje zestawy, w których tam chodziłam, choć najczęściej był to jeden z kostiumów kąpielowych, a czwarta – przepyszne greckie jedzenie, które zachwyciło moje kubki smakowe na tyle, że nieco przytyłam (na szczęście tylko 1 kg). Dobrze, że większość czasu przebywałam w morzu i basenie, bo pewnie wróciłabym do swojej wagi sprzed diety (5 kg więcej).

Hotel Atlantica Imperial Resort and Spa znajduje się na greckiej wyspie Rodos.

W zatoce morskiej zbudowano tam 3 duże hotele, które ciągną się wzdłuż wybrzeża.

Hotel, który wybraliśmy był tylko dla dorosłych i okazało się, że w tym czasie byliśmy tam jedynymi Polakami (tak nas poinformowano w recepcji).

Na nadmorskim zboczu zbudowano tu kilka niewysokich budynków, a część z nich miała prywatne baseny.

Budynek, w którym zamieszkaliśmy był bezpośrednio przy plaży.

Mieliśmy pokój z basenem i jacuzzi (pierwszy po lewej stronie od drogi).

Na tarasie były leżaki, 2 stoliki, a także bardzo wygodne basenowe łóżka.

Posiłki jadaliśmy w obszernej restauracji z tarasem. Nad nią znajdował się bar i kawiarnia, z której rozciągał się przepiękny widok na morze.

Przy tarasie restauracji także były niewielkie zbiorniki wodne, co dawało trochę ochłody w upalne dni.

Kilka razy dziennie kąpałam się w morzu i basenie. Kąpiel w basenie zaczynałam tuż przed śniadaniem. Uwielbiam wodę, więc potrafiłam w niej przebywać bardzo długo.

Do restauracji szło się zawsze zacienionymi alejkami.

Od pokoju było tylko kilka kroków na plażę.

Specjalnie dla osób z pokoi z basenami zarezerwowane były leżaki na trawie, gdzie kelnerzy roznosili napitki. Oczywiście mogliśmy także leżeć na plaży, ale tam było dużo goręcej niż w cieniu cyprysów.

Na terenie hotelu było także kilka dużych basenów i duże jacuzzi. W tle dodatkowa restauracja (w wiatraku), gdzie serwowano przepyszne jedzenie.

Przed główną restauracją znajdował się także bar, który serwował drinki od godziny 10-ej do 24-ej.

A to nasze miejsce do leżenia i opalania.

W nocy baseny były podświetlone.

Nad samym morzem odbywały się różnego rodzaju imprezy.

Hotel był pięknie oświetlony i było gdzie spacerować.

Także baseny podświetlone kolorowym światłem dawały przepiękna scenerię.

Czasem było to bardzo kolorowe światło.

Wieczorami puszczano także sztuczne ognie.

Duże baseny znajdowały się także w budynku na piętrze, skąd rozciągał się przepiękny widok.

Także i tutaj można było posiedzieć w nocy, bo zaraz obok był drugi bar, gdzie serwowano niezliczoną liczbę różnych napoi i alkoholi.

Fontanna na przeciwko hotelu bardzo ciekawie wyglądała nocą, zmieniając co chwilę swój kolor.

Lubiłam kąpać się w basenie także wieczorem, bo woda była wtedy w nim bardzo cieplutka i przyjemna.

ROŚLINNOŚĆ

W środku hotelu rosły palmy, a obok płynęła woda ze sztucznego wodospadu.

Na jego terenie rosło wiele pięknych kwiatów.

Niektóre z nich cudownie pachniały.

Na skałach blisko morza najczęściej rosły kaktusy.

Poza hotelem było wiele ulic obsadzonych kwiatami.

To uliczka prowadząca do restauracji. Roślinność dawała cień, a lekki wietrzyk, który zawsze jest obecny na Rodos miło ochładzał.

Można tam było także spotkać wielkie bambusy.

Taka bogata roślinność dawała dobrą osłonę od słońca.

Rosły też tam egzotyczne kwiaty.

STYLIZACJE

Tak, jak napisałam w poprzednim poście wzięłam ze sobą niewiele ubrań, bo wiedziałam, że większość czasu spędzę w wodzie. Zabrałam jednak ze sobą tylko rzeczy, które uszyte były z naturalnych materiałów.

Najczęściej chodziłam w szortach i T-shirtach. Na miejscu kupiłam złoto-brązowe sandałki. Jestem z nich bardzo zadowolona i prawie cały czas w nich chodziłam. Były bardzo lekkie i niesamowicie wygodne (prawie nie czułam ich na nogach).

Lnianą sukienkę w paski także kupiłam w Grecji i bardzo lubiłam chodzić w niej wieczorem. Jest tylko moim zdaniem trochę za długa, dlatego dałam ją już do skrócenia.

A to moja sukienka, którą zawsze zabieram ze sobą na wakacje. Jest bardzo przewiewna i wygodna i do wszystkiego pasuje.

W tej sukience często chodziłam wieczorem do restauracji, tawerny lub baru i doskonale się w niej czułam. Muszę przyznać, że robiła furorę w hotelu i moim zdaniem na to zasługiwała.

W trakcie zwiedzania wyspy dobrze sprawdziły się moje dłuższe szorty, a także bluzka od Calvina Kleina,

które także czasami zakładałam wieczorem do baru.

JEDZENIE

Jedzenie, które serwowano w hotelu to było “niebo w gębie”. Zaprezentuje Wam tylko kilka dań.

Na zdjęciu powyżej chiński czarny chlebek, zupa z melona i chips z salami.

Tatar z łososia doskonale smakował do różowego wina.

Natomiast kaczka podana z różnymi sosami świetnie smakowała z czerwonym winem.

Żeberka, które zamówił mój mąż podobno były bardzo smakowite.

Najwięcej zjadłam tam krewetek, bo je po prostu uwielbiam.

O ile pamiętam to była sałatka z tuńczykiem.

Desery wprost “powalały na kolana” i nie sposób było ich nie jeść.

Dodatkowo chodziliśmy do greckiej tawerny w pobliżu, aby posmakować ich jedzenia. Mieliśmy taką w pobliżu (wystarczyło przejść się kawałek plażą i wspiąć na schodki).

Moim zdaniem najlepszą tam potrawą były krewetki w sosie OUZO, które zamierzam zrobić także w domu (przepis jest w internecie).

Można się nimi pysznie najeść (na zdjęciu podane inaczej).

Często też w menu hotelowej restauracji znajdowały się różnego rodzaju ryby. Tyle ich było, że przez dwa tygodnie nie byłam w stanie spróbować wszystkich ich rodzajów. Na zdjęciu powyżej okoń atlantycki. Był przepyszny.

Lody polewane gorąca czekoladą to prawdziwy przysmak.

Niestety wakacje już się skończyły i tylko zdjęcia będą mi je przypominać.

Pełnia księżyca pożegnała nas ostatniej nocy.

Mam nadzieję, że moja długa relacja Was nie znudziła. Oczywiście pokazałam Wam tylko krótki odcinek moich wakacji. Jeśli chodzi o zwiedzanie, to tym razem byłam tylko w pobliskich miasteczkach, bo wszystko co ważne na Rodos zobaczyłam już podczas kilku poprzednich moich tam pobytów.

Zapraszam Was serdecznie na moją stronę na FB (Moda po ludzku), a także profil na IG (balakierkrystyna).