Nigdy wcześniej nie przyszło mi do głowy, podobnie jak wielu ludziom, że znajdziemy się w sytuacji kiedy mały wirus będzie zagrożeniem naszego zdrowia i życia. Oglądało się co prawda katastroficzne filmy na ten temat, ale to nie to samo, co przeżywanie tego w rzeczywistości. Nagle całe nasze życie zostało przewrócone do góry nogami. Kontakty z ludźmi (nawet bardzo bliskimi) musiały zostać ograniczone. Początkowe przymusowe siedzenie w domu i inne niedogodności spowodowały obniżenie nastroju i ogromny stres. Wiele z nas poczuło ogromny strach przed śmiercią, chorobą, czy utratą pracy. Wszystko to odczuwaliście i nadal odczuwacie wraz ze mną. Optymiści starają się nieco bagatelizować sprawę, co wcale nie jest takie rozsądne. Rozumiem to, bo to także jest moim udziałem. Mam jednak coś, co mi bardzo pomaga, a jednocześnie bardzo wzrusza.

Popatrzcie na ten rysunek, który wykonała specjalnie dla mnie moja 6 letnia wnuczka. Dziewczynka, która kilka chwil przed tym została przez rodziców uświadomiona co to jest wirus, jak się zachowywać, aby się nim nie zarazić i jakie on niesie zagrożenia.

Gdy to wszystko usłyszała, szybciutko pobiegła do swojego pokoju i namalowała specjalnie dla swojej ukochanej babci powyższy rysunek. Gdy zapytałam ją, jak zwykle, co przedstawia, odpowiedziała, że to jest  aniołek, który będzie czuwał, aby nic złego nam się nie stało. Przy czym chciałabym zaznaczyć, że jest to dziecko, które ma szanse dopiero w bardziej dorosłym wieku wybrać sobie to w co będzie wierzyło. Pamięta tylko, że jak kilka lat temu umarły jej ukochane pieski, to zapewne poszły za tęczowy most i nadal na nas stamtąd patrzą.

Aniołka postawiłam za szybką w swoim kredensie, przy którym najczęściej siedzę jedząc posiłki. To bardzo wzruszające, że moja wnusia postanowiła także na swój sposób ochronić nas przed tym zagrożeniem.

Teraz już wiem, że nic mi nie grozi……